„był sobie czarny, czarny las,

a w tym czarnym, czarnym lesie,

był czarny, czarny dom,

a w tym czarnym, czarnym domu

był czarny, czarny pokój,

a w tym czarnym, czarnym pokoju,

był czarny, czarny stół,

na tym czarnym, czarnym stole,

była czarna czarna trumna,

a w tej czarnej, czarnej trumnie,

był biały, biały… trup”

ciemno prawie noc

ciemno prawie noc

Ciemno, prawie noc – recenzja filmu

Książka „Ciemno prawie noc” to nie jest lekka powieść kryminalna w stylu Remigiusza Mroza. To książka mroczna, o artystycznym zacięciu, nagrodzona NIKE. Ja nie umiem czytać takich książek jednym tchem. Może są intelektualiści, których mózgi przetwarzają informacje z prędkością światła, a drastyczne opisy nie zostają im w sercu jak drzazga. Ja do niech nie należę. Takie powieści mnie poruszają i zostają ze mną na dłużej. Choć nie pamiętałam już fabuły, to doskonale wiem jakie uczucia we mnie wzbudziła: niepewność, zmieszanie, bezsilność i złość. Dlatego choć bardzo chciałam iść na film na jej podstawie, bałam się zaproponować wspólne oglądanie przyjaciółce (zwłaszcza, że zaciągnęłam ją już na „Dziadka do Orzechów” na co strasznie narzeka po dziś dzień recenzja tu!). Jednak wybrałyśmy się wspólnie i zdradzając nieco puentę, żadna z nas nie żałuje.

Ciemno, prawie noc – historia

Film opisywany jest jako kryminał z elementami kina grozy. Dla mnie to thriller psychologiczny z elementami baśni (nie myślałam wcześniej, że takie połączenie jest w ogóle możliwe!).

Dziennikarka Alicja Tabor wraca po latach do miasteczka w którym się wychowała. Nie jest to jednak podróż sentymentalna, a miasteczko nie jest sielską krainą. To siedlisko zła, które zadomowiło się tu wiele pokoleń temu. Dotyka ono każdego bohatera. Nie ma tu niewinnych i czystych, a w każdej szafie jest pełno trupów, których lepiej nie wyciągać na światło dzienne. Pełna jest też ich, przeszłość dziennikarki.

ciemno prawie noc

Fabuła jak pajęcza sieć

Każdy z bohaterów ma swoją własną historię, które splatają się w fabułę jak pajęcza sieć. Taka wielowątkowość akcji pokazuje, że nic nie dzieje się bez przyczyny, jednak znacząco utrudnia odbiór filmu. Oglądamy strzępki historii sprzed 50-ciu lat, zastanawiając się czemu one właściwie służą, aż do finału kiedy wszystko zostanie wyjaśnione. Dla części widzów będzie to wciągające, dla reszty nużące.

Postaci drugoplanowych jest zatem dużo i grają je znakomici aktorzy – Dawid Ogrodnik, Jerzy  Trela, Marcin Dorociński, Aleksandra Konieczna, Agata Buzek, Eliza Rycembel, Dorota Kolak i  Piotr Fronczewski. Mnie najbardziej urzekła Roma Gąsiorowska w roli zupełnie nie podobnej do klucza wg. którego była dotychczas obsadzana. Zbliżenia na twarz z rozmazanym makijażem i widocznymi zmarszczkami, pozwalają nam w pełni uwierzyć, że jest to kobieta po przejściach. A drżące ręce i zachrypnięty glos tylko potęgują ten efekt. Doskonale gra też Magdalena Cielecka. Jej postać to nieustępliwa dziennikarka, która nie krzykiem a stanowczością zdobywa respekt. Jednak jej postać może być dla widzów nieco irytująca (Skoro wie, że to niebezpieczne miejsce to po co biega samotnie po lesie?).

ciemno prawie noc

Wrażenie robią też mroczne kadry, rozpadające się budynki i kontrast między brzydotą i pięknem, brudną szarością i niewinnym różem, tanimi tandetnymi ubraniami i eleganckimi futrami.

Film jest mroczny, zagmatwany i trzymający w napięciu. Pokazuje trudne tematy, o których wolelibyśmy zapomnieć. Kino ciężkie, ale potrzebne.