Film „Piękna i Bestia” nierozerwalnie kojarzy mi się z dzieciństwem. Bajki oglądaliśmy wtedy w weekendowe poranki i na dobranoc. Jedynym wyjątkiem od tej zasady były kasety VHS…

To właśnie „Piękna i Bestia” była pierwszą kasetą, którą otrzymałam od rodziców. Byłam zafascynowana postacią Belli. Bohaterka wreszcie nie była blondynką! Broniła też odważnie swoich racji, a miała przecież do czynienia z Bestią – osobnikiem silniejszym fizycznie i pochodzącym z wyższych sfer. Dlatego obsadzenie Emmy Watson (inteligentnej absolwentki prestiżowych szkół, znanej głównie z gry aktorskiej, a nie skandali) od początku budziło nadzieję, że filmowa wersja dorówna animowanemu pierwowzorowi.

Piękna i Bestia recenzja filmu – czy spełnił nasze wysokie oczekiwania?

Emma Watson to po prostu Bella idealna! Podobna zarówno fizycznie jak i charakterologicznie do animowanego pierwowzoru. W dodatku zarówno Bella, jak i grająca ją aktorka, swoje pierwsze lata życia spędziły w Paryżu. Jednak nie tylko dzięki przekonującej grze, Emma ujęła moje serce. Prawdziwym majstersztykiem były przede wszystkim jej interpretacje piosenek. Już rozpoczynająca film scena w miasteczku pokazała, że Watson jest nie tylko dobrą aktorką, ale ma też ciekawy głos. Było to dla mnie prawdziwe zaskoczenie, bo nigdy wcześniej nie słyszałam jej śpiewającej.

Piękna i Bestia recenzja – klasycznie piosenki, które nucą wszyscy

Zresztą muzyka i bajkowy klimat są chyba najmocniejszymi stronami filmu. Zachowano oryginalne teksty piosenek na których wychowało się całe pokolenie, przez co atmosfera w kinie była niesamowita – cała sala mruczała razem z Bella śpiewane przez nią piosenki 🙂  A utwór wykonywany przez Panią Imbryczek (w trakcie balu Belli i Bestii), wzrusza mnie obecnie tak samo, jak w dzieciństwie.

Piękna i Bestia recenzja – magiczna atmosfera w stylu klasycznych Baśni

W krainę magii przenoszą widzów również genialne animacje. Scena kolacji (przypominająca bardziej występ w słynnym Moulain Rouge, niż typową biesiadę) była równie efektowna jak w animowanej wersji. Klimat tajemnicy i mroczność zamku, dodawały z kolei dostojności w stylu klasycznych bajek np. Andersena czy Braci Grimm. Charakteru zabrakło jedynie zaczarowanym przedmiotom, np. Pani Imbryczek i Czasomierzowi. Brak wyraźnie zarysowanych twarzy powodował, że mimika wystarczająco wyraźna, a przez to interakcje pomiędzy Płomykiem i Czasomierzem nie są tak zabawne jak w pierwowzorze. I choć jest to wada poważna, to chyba jedyna którą znalazłam.

Piękna i Bestia recenzja – wzruszająca historia nie tylko dla dzieci

Nie przeszkadzało mi nawet, że praktycznie minuta po minucie wiedziałam co się wydarzy, ponieważ scenopis jedynie minimalnie odbiegał od oryginału. Znalazłam jednak kilka niuansów, na które nie zwróciłam uwagi w dzieciństwie (np. że akcja toczy się w mojej ukochanej Francji!).

Jeśli więc macie dzieci koniecznie zabierzcie je na „Piękną i Bestię”, a jeśli nie … Na dzisiejszym wieczornym pokazie sala była wypełniona po brzegi dorosłymi w wieku 25-35+. Dajcie się porwać magicznemu światu Walta Disneya i poczujcie się znowu dzieckiem choć przez chwilę.

piękna i bestia recenzjaŹródło: Materiały prasowe

Author

Write A Comment